Kadr z filmu "Czerwona jaskółka"
film i serial,  recenzja

„Czerwona jaskółka” (Red Sparrow) – Francis Lawrence

„Czerwona jaskółka” to film, na który czekałam już od jakiegoś czasu. Zwiastun ujrzałam podczas reklam w kinie i absolutnie mnie zachwycił. Był krótki, ciekawy i intrygujący. Zupełnie odwrotnie prezentował się już cały film.

Opowieść miała wszystko, aby odnieść sukces. Począwszy od znanych i cenionych aktorów: Jennifer LawrenceMatthias Schoenaerts, Joel Edgerton, Charlotte Ramplingdo interesującej fabuły. Gdy młoda primabalerina doznaje poważnej kontuzji, cały jej świat legnie w gruzach. Nie może już więcej tańczyć. Aby utrzymać schorowaną matkę, zgadza się na propozycje wuja, których pracuje w rosyjskim wywiadzie. Dzięki temu nie ma żadnego problemu aby wprowadzić swoją siostrzenice do pracy jako prostytutkę, która ma uwodzić kolejnych figurantów.

Idąc do kina liczyłam na świetną rozrywkę. Jednak z każdą kolejną sceną film coraz bardziej rozczarowywał. 

Nie jestem wielką fanką Jennifer Lawrence i tym razem również nie rozumem jakim cudem niektórzy krytycy uważają, że jest najlepszym punktem tego filmu. Według mnie, była postacią bardzo bezbarwną. W połowie filmu zaczęła irytować mnie jednolita mimika jej twarzy. Można by powiedzieć, iż to kreacja, ale jeżeli faktycznie tak było, to niestety ale nie wyszła. Ani trochę nie zależało mi na Dominice (główna bohaterka). Nie posiadała żadnej charyzmy ani mocy, która powinna być ukazana w tak skrojonej postaci. Mam tutaj problem z Jennifer, ale może powinnam jednak mieć większe zarzuty do reżysera. Gdyż prawdę mówiąc, żadna postać nie wywarła na mnie wrażenia. Mimo, że Matthias Schoenaerts pokazał swój kunszt to nadal jego postać nie była wyrazista. Każdemu bohaterowi brakowało prawdziwego, mocnego charakteru ukształtowanego również przez scenariusz, który był bardzo niedopracowany.

Sam pomysł ukazania biegu wydarzeń był bezsensowny. Oglądaliśmy przez dwie godziny zlepek zdarzeń, które nie miały sensu i zostały wyjaśnione w ciągu kilku minut na samym końcu. Cała historia była nużąca, bez większej akcji i ekspresji. Oglądaliśmy poczynania głównej bohaterki, które miały coś pokazać, ale nie wiedzieliśmy do końca co. Cała sterta wątków, które zostały ciekawie rozpoczęte a za razem praktycznie nie zakończone. Jedynym jasnym punktem było kilka przebitek, które nadawały drastyczności, ale i tak było to zbyt delikatnie ukazane. Twórcy chyba uważali, że duża ilość krwi coś zdziała, ale w tych kontekstach była wręcz groteskowa. Podobnie jak nagość i sceny seksu, które miały uratować film, ale były ukazane bez większego ładu i składu. To była nagość dla nagości. Seks dla seksu i nic więcej.

Jednak najbardziej komicznym aspektem tego filmu był język. Jakim cudem wszystkie postacie pochodziły w Rosji a nie mówiły po rosyjsku? Niektórzy bohaterowie próbowali wprowadzić rosyjski akcent, ale z reguły wychodziło to śmiesznie. Szczególnie gdy Jennifer Lawrence dłuższe zdania mówiła ze swoim akcentem, a krótsze z rosyjskim. To pokazuje ciągłe niedopracowanie w każdym aspekcie tej produkcji.

„Czerwona jaskółka” to idealny przykład tego, jak można zniszczyć dobrze zapowiadające się dzieło. Film bez większego napięcia, słabo napisane postacie a dodatkowo okazuje się, że cały film to tak naprawdę „love story”, w którym koniec końców i tak okazuje się, że każda kobieta potrzebuje pomocy ze strony swej miłości. Z resztą sam wątek miłosny jest tak rozegrany, że nawet nie wiemy kiedy się zaczął a kiedy zakończył. I czy w ogóle się zakończył?


Za wyjątkową recenzję „Czerwonej jaskółki” dziękuję Ani.


Podobał Ci się ten post? Koniecznie zostaw swoją opinię w komentarzu i polub fanpage Jeden Element na Facebooku.

Autorem tekstu jest osoba, która współpracuje z autorką bloga Jeden Element. Jeśli jesteś zainteresowany współpracą lub publikacją wpisu gościnnego koniecznie zajrzyj do zakładki "kontakt współpraca" na górze strony.

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *