Okładka książki "Porządek rzeczy" Paola Capriolo
książka,  recenzja

„Porządek rzeczy” Paola Capriolo

„Porządek rzeczy” Paola Capriolo to historia o kobiecie, która nie miała łatwego życia, a gdy los w końcu zaczął się do niej uśmiechać, znów wszystko legło w gruzach. Brzmi zwyczajnie? Nie ma fajerwerków? Dużo się nie mylicie, bo „Porządek rzeczy” to po prostu nudna książka. Dlaczego? Sprawdźcie w recenzji.

„Porządek rzeczy” – fabuła

Sabrina straciła wszystko w bardzo młodym wieku, ale los w końcu zdaje się odwracać na korzyść dziewczyny. Dostała pracę w firmie Desire, która spełnia wszystkie pragnienia i marzenia swoich klientów. Strona internetowa obfituje w liczne artykuły i usługi, które zaspokoją nawet najbardziej wymagających konsumentów.

Kim jest Sabrina?

Sabrina odpowiedzialna jest za dział z bajkami dla dzieci i jest bardzo dumna ze swojej pracy, a Desire jest domem, którego nie miała. Szef jest ucieleśnieniem dobroci, inteligencji i sukcesu zawodowego. Sabrina zdaje się być w nim zakochana. Może lepiej napisać, że jest zapatrzona w jego idealnym obraz, który stworzył.

Co zmienia pojawienie się M.?

Z pozoru wszystko jest idealne i perfekcyjne. Sabrina żyje jak we śnie, w którym z uśmiechem wspina się po kolejnych szczeblach drabiny zwanej karierą zawodową. Życie nie może już być lepsze. Do czasu, gdy nagle na jej drodze pojawia się M.

M. jest tajemniczy i zdaje się być całkowitym przeciwieństwem Sabriny. Nigdy nie mówi wprost, do wszystkiego podchodzi z dystansem, a co najważniejsze nie uważa Desire za najlepszą korporację , a Szefa za najwybitniejszego człowieka chodzącego po ziemi. Mimo to między nimi pojawia się więź, której nie można nazwać ani przyjaźnią, ani miłością.

Jaki jest porządek rzeczy?

Taki jest porządek rzeczy to ulubione powiedzenie Szefa. Są to słowa, z którymi zdaje się utożsamiać cała firma, choć nawet Sabrina przyznaje, że właściwie nie wie co one oznaczają.

M. stara się pokazać jej zupełnie inne oblicze korporacji, w której pracuje Sabrina. Stara się pokazać, że życie nie jest takie, jak starają się wmówić klientom pracownicy Desire, a ich produkty nie są w stanie zaspokoić wszystkich ich pragnień. Życie nie jest czarno-białe, bo mnóstwo w nim odcieni szarości. M. to wie i ma nadzieję, że Sabrina również to dostrzeże, a przynajmniej tak się wydaje czytelnikom. Tylko, czy tak właśnie jest?

Kim właściwie jest M. i czemu nie chce podać Sabrinie swojego prawdziwego imienia? Czy Desire to naprawdę najlepsza firma na świecie, a Szef jest ucieleśnieniem dobroci i inteligencji? Czy Sabrina dostrzeże szarości codziennego życia i zobaczy, że Desire to tylko korporacja, a nie prawdziwy dom? Jaki jest tytułowy „Porządek rzeczy”?


Zobacz także: „Kredziarz” C. J. Tudor


„Porządek rzeczy” Paola Capriolo to książka o codzienności. Tak, wiem jak marnie to brzmi, ale tak jest. Zdaje się, że Sabrina i M. to dwie cząstki każdego z nas. Sabrina to nasza naiwność, bezsprzeczna wiara w innych ludzi i optymizm w czystej postaci. M. to realizm i prawdziwa rzeczywistość, w której nic nie jest tym, czym się wydaje, ale pozory mogą bardzo mylić. To tylko moje zdanie, tym bardziej, że z przykrością muszę stwierdzić, że sama dorabiam wytłumaczenie do tej historii.

Dlaczego przeczytałam „Porządek rzeczy”?

„Porządek rzeczy” to jedna z tych książek, którą postanowiłam przeczytać z polecenia, a dokładniej po tym, jak przeczytałam wpis na blogu jednej z moich ulubionych recenzentek. W poprzednim przypadku – „Zły Romeo” Leisa Rayven – nie zawiodłam się, ale tym razem owszem. Po dobrej recenzji oraz zachęcającym opisie wydawnictwa miałam nadzieję na dobrą powieść, opowiadającą o pozorach i trudach codziennego życia, z których mimo wszystko można wyjść obronną ręką.

Oprócz wspomnianej recenzji i opisu wydawnictwa jeszcze jedna rzecz przyciągnęła moją uwagę, a mianowicie okładka. Wiem, wiem – książek nie ocenia się po okładce, ale podobnie miałam z książką Claire Douglas „Siostry” (tam zachęciła mnie między innymi okładka) i się nie zawiodłam. Teraz, cóż…

Projekt Grzegorza Działo i zdjęcie Magdaleny Berny przyciąga wzrok. Jest w tej okładce coś, co zdaje się mówić „tu jest coś więcej, sprawdź co kryje się pod powierzchnią”. Nie widzimy oczu postaci, a przecież to oczy mówią nam prawdę. Widzimy jabłko – zakazany owoc z Biblii, zatruty owoc z „Królewny Śnieżki”, przysłowiowa „druga połówka jabłka”. Alegorii jest wiele, szkoda, że żadna z nich nie nawiązuje do książki.

„Porządek rzeczy” – recenzje kontra rzeczywistość

Co dostałam? Powiastkę o naiwnej, głupiutkiej kobietce, która nie słucha innych i wierzy, że świat jest idealny. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby ostatecznie Sabrina przeszła jakąś przemianę i zaczęła inaczej patrzeć na świat. Niektórzy pewnie uznają, że tak się stało, ale… Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, więc napiszę tylko, że spodziewałam się czegoś mocniejszego – więcej zwrotów akcji, konkretnych przemyśleń na temat codzienności i (jakiegokolwiek) przesłania.

„Porządek rzeczy” – bohaterowie

Do tego trzeba dodać, że również zbudowanie postaci i ich historii było bardzo płytkie. Osobiście lubię, gdy pod powierzchnią, tym co oczywiste jest coś jeszcze, coś czego autor nie mówi czytelnikowi, a mimo to czytelnik wie, że bohater coś przed nim ukrywa. Czasem jest to po prostu ulubiony kolor, a czasem clou całej historii. W „Porządku rzeczy” zabrakło głębi postaci i przesłania.

Jedyną postacią, która zdawała się być rzeczywiście interesująca był M. Tajemniczy chłopak, który rzeczywiście chce coś powiedzieć. Co? Nie mam pojęcia do tej pory. Pomysł był dobry, ale niestety nie został wykorzystany.


Zobacz także: Dorosłość, kiedy to się stało?


Co jeszcze znajdziemy w „Porządku rzeczy”?

Kolejną rzeczą, która pozostawia wiele do życzenia jest sposób pisania. Niestety Paola Capriolo nie była w stanie mnie zaciekawić (pytanie, czy to wina autora czy tłumaczenia, za które odpowiedzialna była Kornelia Krzystek?). „Porządek rzeczy” przeczytałam bardzo szybko, bo to tylko dwa wieczory, ale nie powiem, żeby to było jakieś osiągnięcie przy tak prostym i momentami nudnym języku.

Przez cały czas czekałam na interesujący opis, zwrot akcji, albo żeby wydarzyło się coś ciekawego – nie spodziewajcie się tego. W całej powieści jest jedna scena (nie zdradzę jaka), która mogłaby wstrząsnąć całą historią, ale również ona została bardzo spłycona. Choć to najbardziej szokujący moment w całej książce to i tak był po prostu nudny.


Zobacz także: „Korponinja” Lars Berge


W powieści było kilka „przebitek” jakoby z witryny Desire, a więc również bajek, nad którymi pracowała Sabrina. Bajka to właściwie reklama produktów Desire, bo w każdej z nich było przynajmniej kilka linków.

W jednej ze scen, gdy Szefowi nie spodobało się dzieło Sabriny, mężczyzna ze zdziwieniem pyta, dlaczego w tekście są tylko dwa linki. Oczywiście, teraz też mamy z tym do czynienia. Wszędzie, gdzie tylko się da zawierane jest lokowanie produktu, ale nie o to chodzi. Wstawki te to było odzwierciedlenie życia bohaterki, a więc w ostatecznym rozrachunku czytało się jedną historię dwa razy. Nie było to przyjemne obcowanie z literaturą.

Moja opinia książki „Porządek rzeczy” Paola Capriolo

Jak mam być szczera to nie polecam książki „Porządek rzeczy” autorstwa Paola Capriolo. Historia ma potencjał i pomysł wydaje się interesujący, tak samo wykonanie już wcale nie jest tak dobry. Nie żałuję, że ją kupiłam tylko z jednego powodu. 10% dochodu ze sprzedaży zostało przeznaczonych na cele charytatywne, tyle dobrego.

Czytaliście „Porządek rzeczy”? Podobała Wam się ta historia? Dajcie znać w komentarzach.


Podobał Ci się ten post? Koniecznie zostaw swoją opinię w komentarzu i polub fanpage Jeden Element na Facebooku.

Z wykształcenia dziennikarka, marketingowiec. Z zawodu specjalistka SEO. Interesuje mnie wszystko, co wiąże się z marketingiem. Napisałam licencjat na temat reklamy i technik wywierania wpływu na ludzi. Moim największym hobby jest pisanie. Spełniam się tworząc bloga, ale piszę również książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *