Napis sugerujący podjęcie decyzji o wykorzystaniu okazji
felieton teatr zwany życiem

Teatr zwany życiem: okazja

Średniej długości, blond włosy ma związane w niesforny koński ogon. Zwiewna zielona sukienka sięga jej do kolan, a białe sandałki zdobią nogi. Wolnym krokiem idzie prosto przez scenę. Nie zauważa, że widownia jest pełna ludzi, którzy śledzą każdy jej krok. Wzrok ma skierowany na otwartą książkę. Nie zauważa nic poza tekstem lektury.

Odpłynęła do innego, swojego świata.

Z naprzeciwka nadchodzi chłopak. Jeansowe, spadające spodnie, za duża koszulka, trampki i słuchawki na uszach są jak jego znaki rozpoznawcze. Idzie wyluzowanym krokiem, ruszając głową w takt muzyki, a oczy ma przymknięte. Nie widzi zbliżającej się dziewczyny.

Odpłynął do innego, swojego świata.

Bohaterowie spotykają się na środku sceny. Przez przypadek wpadają na siebie. Książka upada z cichym trzaskiem na podłogę, a słuchawki wypadają z uszu, nie dotykając podłogi, nadal trzymając się telefonu.

Ich spojrzenia spotykają się na krótką, praktycznie niezauważalną chwilę.

Ona patrzy na niego z nieukrywanym zainteresowaniem, choć w głębi duszy bardzo chciałaby wrócić do swojej lektury.

On tylko przez moment patrzy na nią z takim samym zainteresowaniem, jednak już po chwili bierze swoje słuchawki i wkłada je z powrotem do uszu. Szybkim ruchem wymija dziewczynę i odchodzi w rytm muzyki, którą tylko on słyszy.

Blondynka kuca, podnosi książkę i ogląda się za chłopakiem. Ale jego już nie ma. Zniknął, a szansa, która im się nadarzyła zniknęła razem z nim. Siada na podłodze, trzymając książkę w ręku. Rozgląda się po sali, ale tak jakby nie zauważała tych wszystkich obecnych ludzi. Zamyka oczy i bierze głęboki oddech, a na twarzy ma wypisany smutek.

Kurtyna opada.


Początek inny, niż zazwyczaj, ale wydaje mi się, że interesujący. Coś innego, bo przecież nic nie jest takie samo.

Zacznę jednak od wytłumaczenia tytułu. „Teatr zwany życiem: okazja”. Niejednokrotnie słyszałam, a zakładam, że Wy również, metaforę o tym, że życie jest jak teatr – my jesteśmy aktorami, a wszystko, co się dzieje to lepiej lub gorzej napisany scenariusz.

Kto pisze ten scenariusz? Myślę, że my sami, ale jest jeszcze Wszechświat i inni ludzie. Scenariusz to wypadkowa tych trzech sił. My robimy jedno, pozostali ludzie coś innego, a Wszechświat planuje coś zupełnie odwrotnego.


Zobacz także: Prawo przyciągania – jak działa w praktyce i jakie daje efekty?


Czym jest Wszechświat?

Tu zaczynają się schodki. Każdy z nas rozumie to na swój własny sposób. Dla jednego będzie to Bóg, dla kogoś innego los, przeznaczenie. Dla mnie jest to po prostu wypadkowa podjętych decyzji przez nas i innych.

Wcale nie chodzi o decyzje podjęte niedawno. Mogą to być nawet decyzje podjęte kilka, czy kilkanaście lat temu, których konsekwencje pojawiają się dopiero po dłuższym czasie. Czasem nawet nie jesteśmy ich świadomi.

„Tak miało być” – najczęściej wykorzystywane przeze mnie wytłumaczenie, choć kryje się za tym więcej, niż myślą inni. „Tak miało być”, bo kiedyś ja lub ktoś inny podjął taką, a nie inną decyzję.

Dochodzimy do momentu, kiedy pojawia się (przynajmniej w mojej głowie) stwierdzenie:

Tak naprawdę, nie mamy wpływu na to, co dzieje się w naszym życiu.

W wielu kwestiach właśnie tak jest. Nie mamy wpływu na to, jak wyglądają, bo nie możemy winić siebie, ani innych za to, że dwadzieścia, czy trzydzieści lat temu podjęliśmy właśnie taką decyzję. Możecie się nie zgadzać, bo przecież plany, marzenia, cele. To wszystko prawda, bo są sprawy, na które mamy wpływ.

Jak wykorzystywać nadarzające się okazje?

Jednym z elementów życia każdego z nas są okazje. Kiedy się pojawiają mamy szansę, aby coś zmienić, zrobić coś nowego, innego.Najważniejsze jednak to mieć oczy szeroko otwarte i zauważać nadarzające się okazje.

Właśnie o tym jest powyższa historia. Okazje pojawiają się czasem tak niespodziewanie, że nie jesteśmy na nie przygotowani. Bohaterowie z opowieści nie byli gotowi na to spotkanie. Przegapili swoją szansę. Na co? Na przelotną znajomość, długą przyjaźń, a może wieczną miłość. Nie wiem i nie ma to znaczenia. Nie wykorzystali jej, minęli się bez słowa i prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkają.

Jak wiele takich okazji tracimy w swoim życiu?

Tak samo jak coś nagle się pojawia, tak samo nagle się kończy. Zawsze musimy mieć oczy szeroko otwarte. Musimy patrzeć na wszystko, co nas otacza i co się dzieje, żebyśmy wykorzystali szanse, które niespodziewanie pojawiają się w naszym życiu.

Powyższa historia to taka metafora, przesłanie – ode mnie dla Was.

Życie jest krótkie, a żeby coś zmienić wystarczy zauważać okazje i je wykorzystywać.

Co myślicie na ten temat? Wykorzystujecie nadarzające się okazje, czy raczej trzymacie się swoich planów, nie patrząc na to, co może się zmienić? Koniecznie dajcie znać.


Podobał Ci się ten post? Koniecznie zostaw swoją opinię w komentarzu i polub fanpage Jeden Element na Facebooku.

3 KOMENTARZE

  1. Ja zawsze staram się brać pod uwagę okazje od losu.Znaczy… Bez przesady oczywiscie. Nie lecę na każdego faceta, który przypadkiem na mnie wpadnie xP ale plany zmienić czasem warto 🙂

  2. Genialny wstęp! Naprawdę super się mi go czytało. Ładnie opowiadasz historie 🙂
    Podoba mi się też przesłanie tego artykułu. Ja ciągle mam jakieś plany i staram się kształtować swoją rzeczywistość, w jak najwększym stopniu, ale zawsze jestem gotowy na nadarzające się okazje i je wykorzystuję. To jedna z ulubionych z moich ulubionych cech.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Z wykształcenia dziennikarka, marketingowiec. Z zawodu specjalistka SEO. Interesuje mnie wszystko, co wiąże się z marketingiem. Napisałam licencjat na temat reklamy i technik wywierania wpływu na ludzi. Moim największym hobby jest pisanie. Spełniam się tworząc bloga, ale piszę również książki.