Tory kolejowe symbolicznie prowadzące w stronę przeznaczenia
felieton teatr zwany życiem

Teatr zwany życiem: przeznaczenie

Na scenie pojawia się wysoka dziewczyna. Ma blond włosy, które sięgają jej za łopatki, a błękitne oczy rozglądają się po sali z wielkim strachem. Ubrana jest w białą, jedwabną sukienkę, spod której wystają tylko jej bose stopy. Ramiona ma odkryte. Idzie po scenie wolnym, niepewnym krokiem, cały czas rozglądając się dookoła. Zachowuje się, tak jakby jeszcze nigdy nie widziała tego miejsca. Jakby pojawiła się tu pierwszy raz i nie wiedziała, co tu w ogóle robi. Może tak jest naprawdę, a może po prostu przebudziła się z długiego snu i naprawdę nie wie, dlaczego tu jest.

Boi się.

Rozgląda się w poszukiwaniu jakiegokolwiek zagrożenia. Wszystkie miejsca na widowni są puste, a światła pogaszone, oprócz jednego, które śledzi każdy krok i ruch dziewczyny. Blondynka nie ma pojęcia, co tak naprawdę się z nią dzieje. Czuje, że nie powinno jej tu być.

Naprzeciwko sceny są drzwi, nad którymi delikatnie świeci się ledwo widoczny zielony znak, oznaczający wyjście. Dziewczyna chce iść w jego stronę i jak najszybciej opuścić to miejsce. Nie może. Zatrzymała się wpatrzona w ten jeden punkt. Chce zrobić krok i ruszyć w stronę drzwi, jednak coś jej nie pozwala. Nie może się ruszyć.

Nagle drzwi się otwierają, wpuszczając do pomieszczenia trochę światła oraz młodego mężczyznę z foyer. Drzwi zamykają się. Blond włosa piękność ze sceny przygląda się przybyłemu. Mężczyzna ma na sobie czarny garnitur, pod marynarką białą koszulę oraz granatowy krawat, a na nogach wypastowane, świecące pantofle. Jego twarz ukryta jest w cieniu, światło ze sceny nie oświetla go całego. Mimo to dziewczyna jest pewna, że mężczyzna także się jej przygląda.

Jej oczy nadal wyrażają przerażenie. Nie zna go. Boi się jeszcze bardziej.

Żadne z nich się nie odzywa. Oboje stoją na swoich miejscach i patrzą się na siebie. Dziewczyna chce uciec, jednak jej nogi odmawiają posłuszeństwa. Nie może się ruszyć, wzroku także nie może odwrócić. Z jednej strony jest pewna, że nie powinno jej tu być. Z drugiej zaś coś ciągnie ją do nieznajomego.

Ciekawość – pierwszy stopień do piekła.

Nadal milczą. Nie znają się. Nie wiedzą, co powiedzieć. Czy powinni się odzywać? Czy lepiej milczeć? Może powinni wyjść, odejść i zapomnieć o sobie? Zapomnieć, że w ogóle się spotkali. Wymazać z pamięci tę jedną chwilę, kiedy stali naprzeciwko siebie, przyglądali się i myśleli o tej drugiej osobie?

Milczenie jest złotem.

Mężczyzna uśmiecha się pod nosem. Wyraz jego twarzy wyraża kpinę, jednak dziewczyna nie może tego dojrzeć. On doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jeszcze przez kilka sekund przygląda się jej.

Delikatna, niespokojna twarz. Błękitne, przestraszone oczy. Długie, lśniące, blond włosy. Biała sukienka, podkreślająca zgrabną figurę. I wreszcie bose stopy. Zamyka oczy, aby obraz młodej dziewczyny na zawsze pozostał w jego pamięci. Otwiera oczy, odwraca się i wychodzi, przez drzwi, którymi przed chwilą wszedł.

Dziewczyna zostaje sama, nadal nie zdolna do tego, aby wykonać choćby najmniejszy ruch.

Kurtyna opada.


I jeszcze raz wracamy do teatru zwanego życiem. Życie to teatr, my jesteśmy aktorami. Jak już pisałam w Teatr zwany życiem: okazja scenariusz tego przedstawienia jest pisany przez przeznaczenie, los, Wszechświat – jak zwał tak zwał.

Dzisiaj tylko małe przypomnienie tego, że w naszym życiu dzieją się różne rzeczy i nie na wszystko mamy wpływ. Nigdy nie wiesz, co może nastąpić za chwilę, jutro, za miesiąc.

Dziewczyna jest symbolem naszej niepewności, strachu co przyniesie nowy dzień. Ona także nie wie, jak będzie wyglądało jej życie za jakiś czas. (Więcej na temat strachu we wpisie Teatr zwany życiem: boję się).

Mężczyzna w tym akcie jest przeznaczeniem. To on ustala, co wydarzy się za chwilę. Jak będzie wyglądało nasze życie, a właściwie życie dziewczyny ze sceny.


Zobacz także: Prawo przyciągania – jak działa w praktyce i jakie daje efekty?


Z jednej strony oczywiście są okazje, z których możemy, ale nie musimy korzystać. Z drugiej nie wszystko zależy od nas, bo przecież nie tylko my podejmujemy decyzje. Przecież jeśli inny kierowca podejmie decyzję, żeby przejechać na czerwonym świetle to nie mamy na to żadnego wpływu i to nam stanie się krzywda, choć jechaliśmy, czy szliśmy zgodnie z przepisami.

Przesłanie na dzisiaj jest takie. Jeśli nadarzają się okazje, czy szanse należy je wykorzystywać. Bo lepiej żałować tego, co się zrobiło, niż tego, czego się nie zrobiło. Jednocześnie warto wykazać się ostrożnością i ograniczonym zaufaniem do decyzji, które podejmują inni ludzie.

W komentarzach dajcie znać, co myślicie na ten temat. Przeznaczenie czy my sami kierujemy naszym życiem? A może jedno i drugie?


Podobał Ci się ten post? Koniecznie zostaw swoją opinię w komentarzu i polub fanpage Jeden Element na Facebooku.

8 KOMENTARZY

  1. Ja myślę, że jedno i drugie. To ja podejmuje decyzje i za nie odpowiadam ale też np miałam to szczęście, że gdy byłam sama i próbowałam się uwolnić od czegoś co mnie dusiło w domu to akurat tu i teraz spotkałam właśnie te a inne osoby.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Z wykształcenia dziennikarka, marketingowiec. Z zawodu specjalistka SEO. Interesuje mnie wszystko, co wiąże się z marketingiem. Napisałam licencjat na temat reklamy i technik wywierania wpływu na ludzi. Moim największym hobby jest pisanie. Spełniam się tworząc bloga, ale piszę również książki.